Do Lublina jak zwykle wpadłam przy okazji. Miałam godzinę, więc będąc do bólu przewidywalną poszłam do księgarni. Pięknym miastem, zalanym słońcem. Z kamienicami, z dźwiękiem bitego szkła, z „Wielką falą w Kanagawie” zdobiącą opalony mur, z brukiem pod nogami doszłam na ulicę Rybną 4. Jeszcze tylko nad głową zakołysał się drewniany szyld, w bramie przywitał mnie papierowy Elvis i już byłam w przyjemnym, ciemnym wnętrzu.

Pierwsze, co widzę to bar z kawą. Nie tam, żeby jedną. Kilkanaście kaw: czekoladowe, irlandzkie, pomarańczowe, cudowne i czarne. Ekspresu nie ma, bo jest tygielek. I przefajna pani baristka/księgarka. Zamawiam i rzucam się do półek, bo czasu mam mało. Wtem!

Zdezorientowana czytam podpisy na regałach. Coś mi nie pasuje zupełnie. Nie ma żelaznego „fiction” i „non-fiction” (słowa powieść to w księgarni z 20 lat nie widziałam.) jest za to Karakter, Episteme, Lampa i Iskra Boża. Cała księgarnia w małych wydawnictwach. Tylko po prawej stronie bezwstydnie na dwa regały rozpanoszyło się Wydawnictwo Czarne, ale to dobrze bo to dobre książki i ta mnie dominacja nie martwi. No i Dowody na Istnienie też oczywiście się puszą. A poza tym małe wydawnictwa, a co za tym idzie nietuzinkowe i piękne książki. Cudnie, że ktoś wreszcie złamał zasadę układania geografią albo (brr) gatunkiem. Tu króluje indywidualizm, pozwala się wydawnictwom zaprezentować swój profil (choć sporo, co też nietypowe, książek leży frontem) i nie kastruje się ich do wymogów rynku. Bardzo dobrze to robi, bo przez to ja się zachwycam, a goście księgarni mają szansę sięgnąć tam, gdzie marketing nie sięga i wybrać dla siebie książkę nieoczywistą, coś przeżyć. O no i jest Poezja! Naprawdę sporo poezji: starsze wydania, nowości, giganci polscy. Wszystko jest. Także na pytanie: a czemu w księgarniach poezji nie ma? Będę ze spokojem od dziś odpowiadała: w Lublinie jest!

Między Słowami nie znajdziecie chyba nic z literatury pośledniej. Selekcja jest jak brzytwa i nie daje nawet szans na zaistnienie tandetkom książkowym. Dostaję amoku (znowu ta przewidywalność), ale w końcu dobieram książkę do bluzki i zaspokojona siadam w arcyfotelu i cieszę się zimną już niestety kawą. Zauważam huśtawkę (radość!) i zaraz potem znak, że nie wolno się nie huśtać (smutek). Szarpana emocjami dopijam kawę i wiem już, że na pewno przy następnej okazji tu wrócę. Biegnę dalej.

Między Słowami  jest kawiarnią z księgarnią. Dwie sale i tarasik dają możliwość spotkania się i poprzebywania w dobrym towarzystwie książek i kawy. Można oczywiście przyjść z człowiekiem innym, albo jakiegoś tu spotkać. Jak tam kto lubi. W każdym razie naprawdę warto poklaskać właścicielom za odwagę i za to, że wieść o  ich księgarni niesie się daleko poza Lublin. To chyba jest sukces, nie?

Między Słowami

Ul. Rybna 4

Lublin

Pon.- Nd. 12.00 – 22.00

Ps. Zdjęcia tym razem zrobił Mirek Mamczur. Wielkie dzięki!

Advertisements

One thought on “Między Słowami, troszkę w bramie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s