Jesień, jak zwykle nieuchronnie, nadeszła i, jak zwykle nieuchronnie, z opadem liści nastąpił wysyp nowości wydawniczych. To cieszy, bo jak wszyscy wiemy, nie ma nic lepszego na długie, zimne wieczory niż dobra książka. Na niektóre pozycje czeka się szczególnie niecierpliwie: jedną z nich na pewno byłaby książka wydawnictwa Debit, której tytułu z przekory nie wymienię. Urodziłam się bowiem jako #rebelgirl.

Książka ważna, dobra i potrzebna autorstwa dwóch niezależnych dziewczyn: Eleny Favilli i Francesci Cavallo, która juz została sprzedana do 25 krajów, w Polsce była niezwykle wyczekiwana. Ci mniej cierpliwi i bardziej światowi kupowali jej angielską wersję, ale ciężko czytać przedszkolakom historie silnych i niezależnych kobiet po angielsku. Czekaliśmy więc. I czytelnicy i kameralni księgarze.

Wreszcie jest: data POLSKIEJ premiery 27 września 2017. Księgarze chwycili za telefony, żeby zmawiać egzemplarze do swoich księgarń, a tu klops: „Polska” premiera okazała się bowiem premierą wyłącznie empikową. Reszta może sobie poczekać. Dwa tygodnie. Czarę goryczy przelała porada jednej z pracownic wydawnictwa, aby księgarze kupili sobie książkę w empiku i potem sprzedawali ją powtónie u siebie. No pomysł – przyznam – idiotyczny!

Nie jest to pierwszy taki przypadek i, na pewno, nie ostatni. Nakładanie monopolu na wyczekiwane tytuły jest działaniem nieeleganckim, ale przez duże sieci praktykowanym bez zakłóceń od lat. I o ile jesteśmy w stanie przełknąć, że nowa część thrillera erotycznego, albo kolejnego szwedzkiego kryminału najpierw odleży swoje na stołach w sklepie, to wypaczenie pięknej, oddolnej i niezależnej idei stojącej u zarania „Goodnight Stories for Rebel Girls” jakoś szczególnie boli i gdybym miała kameralną księgarnię to pewnie w ogóle bym zrezygnowała ze sprzedaży tego tytułu. Rebel to rebel, nie?

Nie mam księgarni, za to mam córkę, której chciałabym móc te historie czytać na dobranoc. Pójdę więc do Jak Wam się Podoba, albo Co-Liber w Warszawie i kupię wersję angielską – trzeba szlifować języki obce, a wydawnictwu życzę sukcesu wydawniczego i worka pieniędzy.

PS. Książka, o której piszę nie znalazła się nawet na liście najciekawszych książek polecanych przez Empik na jesień, a w księgarniach kameralnych za darmo znalazłaby się na wszystkich stołach, witrynach i w sercach księgarek i księgarzy.

 

Reklamy

One thought on “Książki niedostępne, czyli czemu buntowniczki muszą czekać na swoją kolej

  1. Najlepsze jest to, iż ja, prowadząc małą księgarnię, biorąc książki od wydawcy, płacę gotówką – jak płaci (a raczej nie płaci) empik – wiedzą wszyscy w branży.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s