Przewodnik po najciekawszych księgarniach w Polsce

Przewodnik po najciekawszych księgarniach w Polsce

Z prawdziwą przyjemnością piszę te piękne słowa: POWSTAJE PIERWSZY PRZEWODNIK PO KSIĘGARNIACH KAMERALNYCH W POLSCE! Dla wielu rzecz całkowicie niepotrzebna i na wskroś hipsterska, a dla mnie i księgarzy cudowna i zwiastująca zmianę.

Przewodnik obejmie 25 najciekawszych księgarń w Polsce. To mało, ale to dopiero początek. Wierzę, że powstaną dalsze części. Potraktujmy to jako pilot serii 🙂

Niewielka i poręczna książeczka obejmie księgarnie z Warszawy, Krakowa, Poznania, Wrocławia, Trójmiasta, Lublina, Szczecina, Cieszyna, Krosna, Płocka, Opola, Choszczna, Sandomierza, Brzegu Dolnego, Katowic, Koluszek, Krynicy Zdrój, Katowic, Gliwic i Tarnowa. Do każdej z nich pojedzie fotograf i każda z nich zostanie opisana z uwagą i miłością, bo każda z nich na to zasługuje. Książka nie będzie niestety na razie sprzedawana, bo całość finansuje z programu Partnerstwo dla Książki Instytut Książki i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Traktujemy ją jako „wizytówkę” polskich księgarń kameralnych, która ukaże się w nakładzie 2500 egzemplarzy i trafi do księgarzy, dziennikarzy, pisarzy i innych osób, które są zainteresowane losem księgarń kameralnych. Część z nich na pewno rozdamy w konkursach, więc bądźcie czujni!

Jeśli będzie taka potrzeba zrobimy dodruk i wpuścimy go do sprzedaży, bo może na przykład ktoś jednak będzie chciał ją mieć na półce. Chciałby?

Okładkę przewodnika projektują Fajne Chłopaki, zdjęcia robi Tomasz Mateusiak, a teksty redaguję ja – Anna Karczewska. Całość powinna być gotowa jesienią. Trzymajcie rękę na pulsie.

Bullerbyn jest dla dzieci

Bullerbyn jest dla dzieci

Bullerbyn zna każdy, kto maluchem lub rodzicem malucha. Ale nie każdy wie, że istnieją dwie magiczne krainy o tej nazwie: pierwsza, którą stworzyła w swoim pięknym umyśle Astrid Lindgren i druga, która przyczaiła się w zaułku na Chmielnej w Warszawie. W tym pierwszym rozrabiają Eriksonowie, Anderssonowie i mały Olle, w drugim niepodzielne króluje Grzegorz.

Warszawskie Bullerbyn nie jest duże, ma jedyne 16 m2, za to jego serce jest wielkie: 192 cm wzrostu (serce nazywa się Grzegorz). I księgarnia i jej człowiek są wspaniali. Dokładnie tacy, jacy powinni być: ciepli, spokojni i budzący zaufanie od pierwszego wejrzenia. Jeśli ktoś chce zajmować się literaturą dla dzieci to powinien być właśnie taki.

W wąskim, malutkim wnętrzu nie ma miejsca na nic poza książkami. I to one są tu zdecydowanie najważniejsze. Na półkach można znaleźć najlepsze wydawnictwa, najpiękniejsze ilustracje i najmądrzejszych autorów. Są tu zarówno „gwiazdy” polskiej literatury dla dzieci jak i propozycje niszowych wydawnictw. Dzieci czują się tu świetnie, a dorośli czują się jak dzieci.

Wydawnictwa dla najmłodszych przeżywają teraz w Polsce prawdziwy „złoty wiek” i czasem ciężko odnaleźć się w gąszczu pięknych i mądrych książek, które się ukazują. W sukurs przychodzą specjaliści tacy, jak członkinie Polskiej Sekcji IBBY (przypominamy nieoceniony poradnik, który przygotowały dla nas z okazji Świąt), albo doświadczeni księgarze. Wybór odpowiednich książek dla dziecka jest niezwykle ważny, z czego na szczęście coraz więcej dosrosłych zdaje sobie sprawę. W tym wypadku osoba, która potrafi nam doradzić biorąc pod uwagę nie tylko wiek i płeć dziecka, ale też jego wrażliwość, preferencje i doświadczenia jest ogromnym wsparciem dla rodziców, babć/dziadków, cioć/wujków. Bez wątpienia taką osobą jest Grzegorz.

Poza książkami na regałach tulą się do siebie ręcznie szyte misie i lalki, piękne gry , układanki i najlepsze płyty z muzyką dla dzieci (Jerz Igor 💙). Jednym zdaniem: jeśli szukacie prezentu dla kogoś poniżej 15 roku życia (albo powyżej, ale z duszą dziecka) to koniecznie musi dodać ten adres do swojej prywatnej mapy Warszawy.

Bullerbyn

ul. Chmielna 10

pon-niedz. 10.00 – 19.00

Super Salon. Super super

Super Salon. Super super

Jest w Warszawie taka księgarnia, która jest modna. Bywają tu piękni, młodzi i bogaci mieszkańcy miasta. Ale nie tylko oni. Chyba wypada tu bywać. No to i ja poszłam, żeby sprawdzić o co chodzi.

Super Salon mieści się przy ulicy Chmielnej, która w 2013 roku dość szumnie została ogłoszona „ulicą księgarń”. Teraz działa tam 6 lokali z książkami: księgarnia dziecięca Bullerbyn, psychologiczna Pełna Moc Słów, nowo otwarta księgarnia wydawnictwa Wytwórnia, Polska Księgarnia Narodowa, Super Salon, Antykwariat pod Liściem i… punkt odbioru Bonito.pl. Cieszy fakt, że większość z nich lubi się i ze sobą współpracuje. Również w ramach Kolektywu Księgarzy Kameralnych. /erotica

Super Salon jest niewielki i bardzo jasny. Księgarnia specjalizuje się w zagranicznych wydawnictwach albumowych (design/sztuka/kulinaria/fotografia/erotica), czasopismach i designerskich artykułach papierniczych, ale znajdziecie tu też reportaże i literaturę polskojęzyczną. Można tu wydać małą fortunkę jeśli się ją posiada. Tym bardziej, że księgarze są tu również super super (cześć Justyna!). Zawsze można pogadać, dowiedzieć się co nowego dzieje się w świecie piękna i powąchać super nowości.

Jest to jedyne miejsce w Warszawie, gdzie można kupić magazyny z całego świata: Monocle, The Escapist, The Gentlewoman, Fantastic Man, The Travel Almanac, Usta, Toiletpaper, Document Journal, Lula, Protein i wiele, wiele innych. Każdy, kto ma jakieś fiksum dyrdum znajdzie tu coś dla siebie. Mają tu też wspaniały wybór albumów, mądrych i pięknych książek i, co szczególnie zgubne dla portfela, wysmakowanych notesów, kalendarzyków i innych nieprzydatnych w erze cyfrowej gadżetów.

Super Salonowi nie trzeba robić promocji, bo na samym Facebooku ma ponad 10 000 fanów i w stolicy chyba każdy słyszał ich super nazwę. Więc ja was po prostu delikatnie skieruję w stronę zaułku na Chmielnej. Sami sprawdźcie, czy dacie radę niczego tam nie kupić.

Super Salon

Chmielna 10

pon-sobota 11.00 – 19.00

Czerwony Atrament w szarawym Płocku

Czerwony Atrament w szarawym Płocku

O powstaniu Czerwonego Atramentu w Płocku wiedziałam od dawna i od dawna się do nich wybierałam. Zaostrzały mój apetyt zdjęcia na Facebooku, potem przypomniał mi o nich Filip Springer w „Miasto Archipelag”. Kiedy miesiąc temu napisał Krzysztof the Szef i zaprosił mnie na pierwsze urodziny księgarni wiedziałam, że tym razem nic mi w wycieczce do Płocka nie przeszkodzi.

W Płocku owszem bywałam wcześniej i lubię to miasto, bo kojarzy mi się z plażą, muzyką i uśmiechniętymi ludźmi (pozdrawiam old Reggaeland Crew), ale muszę uczciwie napisać: w styczniu nie jest tam najładniej. Szarawo, zimnawo i pustawo. Wejście do Czerwonego Atramentu było więc jak nagłe przytulenie. W środku było ciepło, jasno i pachniało kawą. Tak tam po prostu jest. Krzysztof i Magda są super gospodarzami: zziębnięci podróżni (ja i Motyle Książkowe) natychmiast dostali wybornego chemexa i cynamonowe bułeczki, a the Szef zaczął opowiadać o małej wiosce w Etiopii, w której przy domach rosną kawowce. To z ich ziaren powstał stawiający nas na nogi napój. Właściciele Czerwonego Atramentu bowiem mają dwie pasje: literaturę i dobrą kawę (fun fact: to jedyna w Europie księgarnia z kawami speciality. Także chyba warto wpaść).

I tu rodzi się pytanie: kto otwiera w niewielkim mieście księgarnię z wymagającą literaturą i do tego kawiarnię z „dziwną” kawą do której nie ma nawet mleka i cukru? Czy to ptak? Czy to samolot? Nie! To Krzysztof Krzesimir Blinkiewicz. Lat 28, ex-dziennikarz płockiej gazety, wielbiciel kaszkietów i najodważniejszy gość w mieście.

Ja trafiłam do nich w urodziny, więc ludzi był tłum. Wszyscy przynosili prezenty, ciasta, kwiaty i ściskali Krzysia i Magdę (jego super dziewczynę i „ciocię” od wtorkowych czytanek dla najmłodszych) na potęgę. Przyjechaliśmy my z Warszawy, przyjechali goście z Częstochowy, przyjechał Mariusz Szczygieł, przyjechał Adam z palarni „Czarny Deszcz” ze swoja piękną dziewczyną i jeszcze masa innych, cudownych osób (nawet lokalny Tomek przyniósł salceson w darach). Od rana do późnej nocy w księgarni był tłok i rwetes. Dripy, chemexy i aeropresy lały się strugami (potem wjechało jeszcze lokalne piwo uwarzone w księgarni na bazie ich kawy i też się polało strugą). Gwiazdę wieczoru – Mariusza Szczygła w Płocku tak kochają, że podczas spotkania z nim nie można było wcisnąć do Atramentu nawet szpilki, a wszyscy i tak bawili się świetnie. Nie było tlenu, nie było miejsca, był za to szczery śmiech (ach ten Pan Mariusz!) i rozmowy o życiowych prawdach.

Generalnie: było wspaniale.

Rano wróciłam do Atramentu na śniadanie z ekipą księgarni, żeby porobić zdjęcia i przejrzeć półki. Śniadanie było królewskie: pasztet, kabanosy, ser topiony i pyszne dżemy domowej roboty (w tym smażone zielone pomidory – serio!), a zdjęcia jak zwykle nie oddają uroku tego miejsca.

Za to na półkach sytuacja jest taka: można zwariować z radości i pożądania. Jest tu wszystko, co chciałabym sobie kupić (z racji biedy styczniowej kupiłam tylko „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fiedorczuk-Cieślak) i jeszcze kilka rzeczy o których istnieniu w ogóle nie wiedziałam np. książki wydawnictwa Afera i przepięknie wydany album o Armenii Springera i Łuczaka – „11.41”. Nie znajdziecie tu za to TOP 10 z empiku, bo dla Krzysztofa najważniejsza jest jakość. Dba też o to, żeby w jego księgarni działo się dużo rzeczy ciekawych i pobudzających. Są koncerty, spotkania, teatry, cuppingi i czytanki dla dzieci. We wrześniu jest 30 dni, a imprez było 31! Chyba nikt teraz nie powie, że w Płocku nic się nie dzieje. Parząc wymagające kawy i sprzedając dobre książki chce edukować płoczczan. Czy zarobiłby więcej na flat white i najnowszej książce Bondy? Pewnie tak, ale najpiękniejsze jest to, że on tego nie chce. Jego konsekwencja i to, jak prowadzi Czerwony Atrament powodują, że chciałabym postawić go za wzór i pokazywać księgarzom z całej Polski mówiąc: Czego się boicie? Nie bójcie się! Bądźcie jak Krzysztof.

Każdego, kto będzie w Płocku gorąco namawiam do odwiedzenia bramy przy Kolegialnej 4. Każdego mieszkańca miasta namawiam: wspierajcie lokalny biznes. Ja do Atramentu wracam jak tylko wyjdą przebiśniegi i będzie można usiąść w ogródku, bo z ekipą księgarnianą (Magda! Ola! Irek!) o książkach można gadać godzinami. Do tego sam the Szef jest znakomitym gawędziarzem i potrafi równie barwnie opowiadać o dziko rosnących krzewach kawy na afrykańskim zboczu, co o, nie mniej egzotycznych, sąsiadach księgarni. Miasto Płock ma wielki skarb i mam nadzieję, że będzie o niego należycie dbało. A wy kochajcie księgarzy!

Czerwony Atrament 

ul. Kolegialna 4, Płock

Witryna sławy, czyli co Escobar robi w Poznaniu

Witryna sławy, czyli co Escobar robi w Poznaniu

Kilka dni temu pośród fejsbukowego pasztetu złożonego z polityki, muzyki, zdjęć dzieci na sankach i kotów na kołdrze mignęły mi książki. Palec odciążył scroll down i oczom moim ukazała się witryna księgarni na której pyszniły się profesjonalnie ułożone książki („Polowanie na Escobara”) i nieprofesjonalnie usypane kreski białego proszku. Co proszę?! Podekscytowany Mike Urbaniak aka Pan od Kultury napisał: Promocja czytelnictwa w Poznaniu. Pomyślałam, że to wspaniałe że ktoś zauważył wystawę z książkami i docenił pomysłowy, acz kontrowersyjny sposób ekspozycji. Ktoś pytał, co to za księgarnia, inny pisał, że wszyscy tak powinni. Jednym słowem: był ferment. Przez cały kolejny dzień zdjęcie krążyło po internecie wzbudzając wesołość, prowokując dowcipne komentarze, ale co najważniejsze: przypominając przyklejonym do monitora ludziom o istnieniu księgarń w realu.

Witrynę poznałam od razu: to OdNowa (dawna Powszechna) przy ulicy Szkolnej 5 w Poznaniu. Znam tę księgarnię i prowadzącego ją Pawła, więc nietypowe elementy wystroju nie zdziwiły mnie specjalnie. Zresztą to nie pierwsze ich kroki w kreatywnym układaniu książek. Wcześniej na wystawie królowała maszynka do mięsa mieląca lalkę, klapki Kubota i cebula czy wielgachna (choć niepraktyczna) kolorowa prezerwatywa zrobiona na szydełku (galerię ku waszej uciesze zamieszczam pod wpisem). Paweł może sobie pozwolić na fantazję w układaniu książek, bo ma poczucie humoru i wielkie, piękne okna wystawowe wychodzące na ruchliwą uliczkę prowadzącą na Rynek. Można mu tylko kibicować i z drżeniem serca czekać na następne instalacje.

Cała historia spowodowała, że wróciła do mnie refleksja dotycząca witryn księgarnianych: miejsca, które jest znacznie lepszym nośnikiem reklamowym niż wszystkie anonse w prasie i reklamy w mediach społecznościowych, a jednak tak rzadko w polskich księgarniach wykorzystywanego. Wróciły do mnie też rozmowy z szefową z mojej księgarskiej pracy w których przekonywałam ze łzami w oczach, że wystawy muszą przykuwać wzrok, coś obiecywać, coś poruszać i że 40 egzemplarzy najnowszego kryminału w równych kupkach to nie do końca ten efekt o który mi chodzi. To było 15 lat temu i w księgarstwie sporo się zmieniło, ale nadal polskie witryny raczej odpychają niż przyciągają gości. Na palcach jednej ręki mogę policzyć momenty, kiedy któraś z nich przykuła mój wzrok.

Na Facebooku Książki Kupuję Kameralnie dwukrotnie ogłosiłam plebiscyt na najpiękniejszą księgarską witrynę. W pierwszym dostałam trzy zgłoszenia. W drugim ani jednego. Dowiedziałam się natomiast, ile kosztuje wydawnictwo posiadanie wyłączności w oknie wystawowym. No cóż, kapitalizm. Ale będę obstawała przy swoim i namawiała księgarzy do zainwestowania czasu i uwagi w aranżację wystaw i mam nadzieję, że brewerie Pawła i to, że nagle o jego księgarni zrobiło się głośno mi w tym pomogą.

Zadałam Pawłowi mailowo kilka krótkich pytań a propos.

Kto jest projektantem waszych witryn?

Ja robię i wymyślam wszystkie witryny. Oczywiście często korzystam z pomocy przyjaciół w realizacji pomysłu, bo na przykład wydzierganie ogromnej prezerwatywy przerasta moje zdolności (tak szczerze, to wydzierganie czegokolwiek mnie przerasta.

Jak ludzie reagują na wasze awangardowe instalacje?

Odbiór jest generalnie pozytywny. Czasami mam obawy jak ludzie zareagują na coś kontrowersyjnego (jak wspomniana prezerwatywa) ale o dziwo nikt się nie skarżył i raczej większość reaguje uśmiechem.

Czy to nie strach robić coś inaczej niż wszyscy?

Nie myślałem nigdy o tym w ten sposób. W Poznaniu jest kilka fajnych księgarń i każda z nich ma coś, co ją odróżnia od pozostałych. My korzystamy z moich niespełnionych ambicji projektatorsko-dizajnersko-plastycznych, a ich efekty są w oknach.

Czy nie korci was, żeby sprzedać witrynę pod bestsellery?

Nie. Sam sobie dobieram książki na witryny i nie myślałem nawet o tym, żeby je robić na zamówienie. Miałem ostatnio  takie pytania od wydawców, ale grzecznie odmawiałem.

Jakie macie plany na rozwój? Może ruchome instalacje?

Mam już koncepcje na następne dwie witryny, będę robił je za jakieś dwa tygodnie. Jedna z nich nie będzie może instalacją ruchomą, ale za to kwiatową. Więcej nie mówię, bo coś nie wypali i wyjdę na głupka 🙂

This slideshow requires JavaScript.

Szklarnia. Mała, a cieszy.

Szklarnia. Mała, a cieszy.

Dzieje pięknego budynku przy ul. Peowiaków, w którym mieści się Centrum Kultury w Lublinie rozpoczęły się w 1723 roku. Jego historia naznaczona pożarami, odbudowami, ofiarami i przebudowami ma na szczęście bardzo szczęśliwe zakończenie. W tym odrestaurowanym i zadbanym przykładzie późnobarokowej architektury zakonnej mieści się dziś prężnie działające Centrum Kultury i nowoczesna, otwarta kawiarnio księgarnia – Szklarnia.

Po Lublinie (piękne miasto! Paryż wschodu!) trochę pobłądziłam. Najpierw poszłam do Centrum Spotkania Kultur, bo mi się wydawało, że to tam jest Szklarnia. Chodziłam po ślicznym, nowoczesnym i zupełnie wyludnionym gmachu i gadałam do siebie. Wreszcie napadłam jakiegoś Pana na klatce schodowej (przepraszam, że przestraszyłam!) i głośno dopominałam się księgarni. Popatrzył z sympatią i odesłał na spacer. Potem zmyliłam drogę jeszcze trzy razy i wreszcie, już po zmroku, dotarłam na miejsce.

Księgarnia jest niewielka, ale bardzo przyjazna. Kilka regałów, głównie nowości, bo metraż nie pozwoliłby na szaleństwa. Półka z fajnymi i kreatywnymi książkami dla dzieci, trochę albumów, literatura faktu, powieści. W kącie są bardzo stare drzwi (z tabliczką, że są bardzo stare), dość stary rower i dwie całkiem nowe zielone pufy. Jeden regał kusi pozycjami od Słowo Obraz Terytoria i nową humanistyką, inny literaturą faktu. Jest też półka z poezją (metr dwadzieścia długości), co zawsze jest godne odnotowania. Szklarnia jest raczej księgarnią dla tych, którzy czytają i na bieżąco są z tym, co się na rynku pojawia. Na pewniaka można przyjść i wydać tu stypendium naukowe. Trochę brakuje mi w niej elementu zaskoczenia i czegoś, co by ją mocno określiło. Ale ja jestem obrzydliwie wymagająca 😉 Wy absolutnie nie bądźcie i koniecznie wstąpcie w gościnne progi Centrum Kultury przy najbliższej wizycie w Lublinie.

Jak się już kupi coś dla siebie (ja nie kupiłam, bo staram się wyjść z nałogu) to po drugiej stronie korytarza można z zakupem usiąść i napić się kawy lub zjeść urocze małe ciastko. Ja dotarłam późno, więc walnęłam espresso i wino rozkoszując się płynącym z głośników Solomunem.

Księgarnia Szklarnia

ul. Peowiaków 12, Centrum Kultury

Lublin

Księgarnia Artystyczna na zachętę

Księgarnia Artystyczna na zachętę

Spacery po Warszawie to moja ulubiona forma ruchu. Szczególnie jak jest lato i jest słońce i nie ma za dużo ludzi. Można wtedy iść sobie po Parku Saskimi udawać, że zamiast dziurawych dżinsów ma się na sobie kremową suknię, kapelusz z piórami, a nad głową parasolkę. Kroczy się godnie i wolno uśmiechając się łagodnie do rzeźb i fontanny. Fajnie, tylko upał jak cholera. Przyspiesza się i przechodzi przez Królewską. Raźniejszym krokiem wspina się po szerokich chodach Zachęty, gdzie wielkie, ciężkie drzwi same (magia!) się otwierają i wchodzi się do chłodnego wnętrza.

Normalni ludzie wchodzą schodami jeszcze wyżej, żeby poobcować ze sztuką, ale nie byłabym sobą, gdybym nie poszła jednak w lewo. Tam właśnie znajduje się cudownie biała Księgarnia Artystyczna. Jej działalność wpisuje się w misję galerii. Mamy tu więc dużo sztuki, katalogi wystaw w Zachęcie, oraz wystaw z innych galerii i muzeów, wydawnictwa albumowe, książki, czasopisma z zakresu historii sztuki i nauk pokrewnych i, co ważne, masę pięknie ilustrowanych książek dla dzieci, w tym pozycje edukacyjne pozwalające lepiej poznać i zrozumieć sztukę współczesną. Pamiętajmy, że jeśli chodzi o edukację w zakresie sztuk pięknych to w Polsce rodzice są zostawieni sami sobie. Warto więc zaglądać w takie miejsca, jak Księgarnia Artystyczna po wsparcie merytoryczne. Tym bardziej, że personel (sorry dziewczyny!) jest tu naprawdę kompetentny i otwarty na rozmowę. Ostatnio jak u nich byłam cały świecił wprawdzie sztucznym złotem (z okazji wystawy Bogactwo), ale zazwyczaj ubrany jest ze smakiem 😉

Księgarnia ma antresolę, którą bardzo lubię z trzech powodów: po pierwsze są tam przeceny, po drugie można usiąść z laptopem i spokojnie popracować (są biureczka, kontakty i wifi. I jest spokój), a po trzecie roztacza się stąd piękny widok na cały lokal. A! I jeszcze na pięterku jest dział Film i Teatr (mniam mniam). Jako jego uzupełnienie mamy na dole obszerny dział DVD z rejestracją działań artystycznych, teatralnych, animacyjnych i dokumentalnych, oraz filmów fabularnych nagradzanych na festiwalach filmowych. Generalnie: rozpusta.

Jak ktoś już wyda wszystkie pieniądze i przymiera czytelniczym głodem, to zawsze może sięgnąć do tajemniczej szuflady z książkami na wymianę. Tylko pamiętajcie: w ramach dbania o karmę należy coś do tej szuflady od siebie co jakiś czas dokładać.

W Zachęcie, poza świetnymi książkami, jest też spora oferta „prezentowa” piękne pocztówki, reprodukcje, kalendarze i gadżety z logo Zachęty i z motywami wystaw.

Ja będę tam wpadać na pewno i was też gorąco zachęcam 😉

Księgarnia Artystyczna w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki

Plac Małachowskiego 3

Warszawa

Pon. nieczynne

Wt – Nd. 12.00 – 20.00