Jednolita cena książki w Polsce i w Europie.

Artykuł Tomasza Dudy oparty na pracy licencjackiej jego autorstwa obronionej na Wydziale Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim. 

Rozpoczęta 2 marca w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego dyskusja na temat możliwych zmian prawnych na rynku książki wywoła burzę wśród księgarzy, wydawców i czytelników. Warto jednak zauważyć, że temat nie jest nowy, a Polska Izba Książki od prawie 10 lat prowadzi działania lobbystyczne, mające na celu wprowadzenie na polski rynek systemu stałych cen książek. Aby dobrze zrozumieć kontrowersje i komentarze, które pojawiły się po zeszłotygodniowym spotkaniu warto zastanowić się na czym dokładnie polega system jednolitych cen książek oraz jak sprawdza się on w innych krajach.

Przygotowany przez Polską Izbę Książek projekt ustawy, który był przedmiotem dyskusji w Ministerstwie zakłada wprowadzenie w Polsce systemu stałych bądź jednolitych cen książek. Oznacza to, że wydawca lub importer książki będzie miał obowiązek ustalania ceny, po której dana pozycja będzie sprzedawana czytelnikowi przez pierwszy rok od wejścia na rynek. Dystrybutorzy książek będą uprawnieni do udzielania rabatów nieprzekraczających 5% ustalonej ceny. W ściśle określonych przypadkach, takich jak sprzedaż w trakcie targów książki lub sprzedaż podręczników stowarzyszeniom rodziców, dystrybutor będzie miał możliwość udzielania maksymalnie 15-procentowego rabatu. Przedstawiony projekt zawiera także mechanizm umożliwiający wydawcom i importerom reakcje, jeżeli ustalona przez nich cena okaże się nie przystawać oczekiwań czytelników. Mechanizm ten będzie jednak bardzo kosztowny i w praktyce, raczej nie stosowany, gdyż wymaga on od wydawcy ściągnięcia z rynku całego nakładu książki i ustanowienia dla niego nowej ceny. Operacji tej można będzie dokonać dopiero po upływie pół roku od wejścia książki na rynek, a nowa cena obowiązywać będzie przez pozostałe sześć miesięcy. Bardzo ciekawy jest również przepis nakładający na księgarzy obowiązek sprowadzenia na życzenie klienta każdej książki, pod warunkiem jej dostępności u wydawcy. W takiej sytuacji czytelnik nie może być obarczony żadnymi dodatkowymi kosztami, poza kosztami przesyłki. Celem tego przepisu jest zwiększenie dostępu do bardziej ambitnych i wolniej rotujących książek, także w mniejszych miejscowościach.

Skoro poznaliśmy już podstawowe założenia zgłoszonego projektu, warto przyjrzeć się możliwym konsekwencjom jego wprowadzenia. Polska Izba Książki na swojej stronie internetowej opublikowała listę 10 zalet systemu stałych cen, jednakże opracowania naukowe oraz doświadczenia innych krajów wskazują równie wiele jego wad. Najistotniejszymi skutkami wprowadzenia systemu stałych cen powinno być zwiększenie różnorodności oferty wydawniczej oraz zwiększenie dostępności do niej, w szczególności ułatwienie czytelnikom, także tym z mniejszych miejscowości, dostępu do ambitnej literatury. Z kolei obawy przeciwników ustawy koncentrują się przede wszystkim wokół ewentualnego wzrostu cen, który mógłby przyczynić się do spadku, i tak już dramatycznie niskiego, poziomu czytelnictwa. Poniżej przedstawiony zostanie możliwy wpływ nowych przepisów na poszczególne grupy działające na rynku książki oraz wybrane jego elementy.

  1. KSIĘGARNIE. Nie podlega wątpliwości, że głównym beneficjentem proponowanych zmian będą niezależne księgarnie, które coraz gorzej radzą sobie na rynku, a ich liczba z roku na rok spada. Głównym problemem księgarni jest nierówna walka, jaką musze one toczyć z sieciami księgarskimi, księgarniami internetowymi oraz hipermarketami i dyskontami. Choć niejednokrotnie niezależne podmioty mają przewagę nad swoją konkurencją w zakresie jakości oferowanych usług czy różnorodności oferty wydawniczej, to nie są one wstanie konkurować z większymi podmiotami za pomocą ceny. Wynika to z siły negocjacyjnej jaką mają liderzy rynku względem wydawców oraz powszechnego przeświadczenia, że sukces wydawniczy nie jest możliwy do osiągnięcia bez obecności tytułu w największych sieciach księgarskich. Dzięki tej przewadze najwięksi gracze mogą oferować nowości wydawnicze z kilkunastoprocentowym rabatem już po kilku tygodniach od premiery. Dzięki wyeliminowaniu konkurencji cenowej księgarze mogą liczyć na wzrost dochodów wynikający ze wzrostu marży oraz napływu nowych klientów, którzy przy takich samych cenach chętniej będą korzystali z profesjonalnych księgarni.
  2. WYDAWCY I AUTORZY. Wprowadzenie systemu stałych cen powinno doprowadzić do poprawy sytuacji wydawców, którzy obecnie są uzależnieni od największych dystrybutorów. Nowe przepisy zakończą z powszechną obecnie praktyką wymuszania na wydawcach sprzedaży książek po bardzo niskich cenach, dzięki czemu ich dochód z każdej sprzedanej książki powinien wzrosnąć. Dotyczy to przede wszystkim bestsellerów, które obecnie sprzedawane są z uwzględnieniem bardzo wysokich rabatów, przez co zysk wydawcy, a także autora jest stosunkowo niewielki. Wzrost dochodów ze sprzedaży masowych i chętnie czytanych książek może przyczynić się także do poszerzenia oferty wydawniczej o pozycje bardziej ambitne i wolniej rotujące. Powszechna bowiem jest praktyka inwestowania wypracowanych w ten sposób zysków w wydawanie bardziej ryzykownych tytułów, w tym także debiutów literackich. Warto jednak zauważyć, że kwestia reinwestowania zysków w ambitną literaturę jest kwestią sporną. Wielu obserwatorów rynku zaznacza, że wypracowana dzięki nowym regulacjom nadwyżka może zostać potraktowana jako zwrot nakładów, jakie wydawcy ponieśli na lobbowanie za ustawą.
  3. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych skutków nowych przepisów jest ich wpływ na ceny. Przeciwnicy ustawy twierdzą, że zakazanie udzielania rabatów musi prowadzić do wzrostu cen, natomiast zwolennicy wskazują na państwa, gdzie owe przepisy doprowadziły do obniżki poziomu cen. Przyjrzyjmy się najpierw panującej obecnie sytuacji: średnia cena detaliczna książki w 2014 roku wynosiła aż 41,50 zł1. W tym samym okresie cena książek w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, gdzie poziom zarobków jest znacznie wyższy, różniła się od ceny polskiej o zaledwie kilka złotych2. Warto zastanowić się z czego wynika tak wysoki poziom cen. Obecnie wydawcy, przy sprzedaży książek dystrybutorom muszą uwzględniać bardzo wysokie, sięgające nawet 60% zniżki naliczane od ceny okładkowej. W związku z tym wydawcy w celu zwiększenia swoich dochodów w sztuczny sposób zawyżają ceny okładkowe. Nałożenie więc na dystrybutorów obowiązku sprzedaży książki po cenie okładkowej może doprowadzić do zmniejszenia rabatów udzielanych mu przez wydawców, a w efekcie do obniżenia poziomu cen okładkowych. Dowodem na występowanie opisanych zależności jest rynek duński, gdzie w 2005 roku zniesiono system stałych cen książek. Powszechne stosowanie rabatów doprowadziło, paradoksalnie, do wzrostu średniego poziomu cen, ponieważ wydawcy w celu utrzymania dochodów na tym samym poziomie zmuszeni byli do sztucznego zawyżania cen okładkowych3.
  4. Najważniejszy z punktu widzenia polityki kulturalnej państwa powinien być wpływ nowych przepisów na sytuację czytelników. Uchwalane prawo powinno w pierwszej kolejności służyć właśnie obywatelom, zarówno tym czytającym, jak i tym znajdującym się obecnie poza kulturą książki. Jeżeli przy okazji pozwala ono poprawić sytuację niezależnych księgarzy czy wydawców, to doskonale. Nie może być to jednak głównym motywem działania państwa w tym zakresie. W jaki sposób nowe przepisy wpłyną na sytuację czytelników zależy przede wszystkim od reakcji pozostałych uczestników rynku. Najwięcej korzyści ustawa przyniesie prawdopodobnie czytelnikom ambitnej literatury, którzy mogą liczyć na łatwiejszy dostęp do szerokiego katalogu tego typu książek. Najbardziej nowych przepisów mogą z kolei obawiać się czytelnicy bestsellerowych powieści oraz poradników i biografii celebrytów. To właśnie te książki, obecnie oferowane z uwzględnieniem wysokich rabatów, są najbardziej narażone na wzrost cen.

Jak widać wpływ systemu stałych cen na rynek książki nie jest jednoznaczny. Warto w związku z tym przyjrzeć się doświadczeniom innych państw europejskich oraz stosowanym przez nie systemom wspierania rynku książki. Tytułem wstępu warto zaznaczyć, że historia systemu stałych cen sięga pierwszej połowie XIX wieku. W tamtych czasach obowiązek stosowania stałych cen nakładali na siebie sami wydawcy w drodze porozumień branżowych, a księgarzy zmuszali do ich stosowania za pomocą bojkotu. Obecnie w większości państw stosowane są ustawowe regulacje, z których najważniejszą jest francuska ustawa Lang’a z 1981 roku. Aktualnie system stałych cen książek obowiązuje w kilkunastu krajach europejskich, a także w Japonii, Korei Południowej, czy Meksyku. Poniżej zaprezentowane zostaną doświadczenia i polityki kulturalne stosowane przez wybrane państwa.

  1. FRANCJA. Jak zostało już wspomniane system stałych cen we Francji został wprowadzony w 1981 roku dzięki aktywności tamtejszego ministra kultury Jack’a Lang’a. Francuska regulacja stała się wzorem dla większości europejskich systemów wspierania rynku książki, w tym także dla przedstawionego przez PIK projektu. Ustawa Lang’a cieszy się dużą popularnością we Francji, o czym może świadczyć rozszerzenie jej działania także na e-book’i. Dzięki wprowadzonym w XX wieku przepisom, francuski rynek książki cechuje jedna z największych w Europie gęstości księgarni (działa tam około 30 tysięcy księgarń i 15 tysięcy innych punktów sprzedaży)4. Między innymi dzięki rządowym dotacjom oraz systemowi stałych cen bardzo silną rolę wśród dystrybutorów odgrywają niezależne księgarnie. Rynek francuski jest także rynkiem, na którym gigant internetowy Amazon ma największe problemy, czego przykładem są przepisy zabraniające łączenia rabatów z darmową dostawą w okresie obowiązywania stałej ceny5. Mimo licznych obaw wprowadzenie systemu jednolitych cen nie przyniosło drastycznego wzrostu cen książek, a francuski rynek funkcjonuje bardzo dobrze.
  2. WIELKA BRYTANIA. Brytyjski system stałych cen był pierwszą tego typu regulacją na świecie i funkcjonował w oparciu o porozumienia branżowe zawierane przez stowarzyszenia wydawców. Ostatni tego typu dokument, Net Book Agreement, dawał wydawcom możliwość ustalania cen odsprzedaży książek na rok od premiery. Mimo, iż funkcjonował on na zasadzie dobrowolności praktycznie wszystkie książki na Wyspach Brytyjskich sprzedawane były po ustalonych przez wydawców cenach. Ostatnia dekada XX wieku przyniosła liczne problemy w funkcjonowaniu porozumienia, łącznie z wycofanie się części znaczący sygnatariuszy. Ostatecznie w 1997 roku, brytyjski sąd antymonopolowy uznał porozumienie za niezgodne z prawem i zakazał jego stosowania. Najbardziej jaskrawym skutkiem tych zmian był stopniowy wzrost cen książek, które latach 1995-2007 wzrosły o około 50% (średni poziom cen dóbr konsumpcyjnych wzrósł w tym czasie o 30%)6. W podobnym okresie, udział księgarń w dystrybucji książki spadł z 30% do 11%, główne na rzeczy firmy Amazon, która obecnie sprzedaje co trzecią książkę w Wielkiej Brytanii i 80% e-book’ów 7. Mimo tych negatywnych skutków brytyjski rynek książki jest w bardzo dobrej kondycji i z roku na rok wydaje coraz więcej książek. W dużej mierze wynika to jednak z roli języka angielskiego w dzisiejszym świecie, dzięki czemu prawie połowa przychodów wypracowanych przez brytyjskich wydawców pochodzi z eksportu8.
  3. SZWECJA I FINLANDIA. W związku z niską gęstością zaludniania północnych części kraju, jednym z głównych celów polityk kulturalnych państw skandynawskich jest zapewnienie obywatelom dostępu do możliwie najlepiej zaopatrzonych księgarni. Naturalnym rozwiązaniem wydaje się właśnie system stałych cen książek. Jednakże Szwecja i Finlandia już w latach 70. XX wieku zakazały stosowania przez wydawców porozumień wprowadzających ten system. Państwa te postawiły przede wszystkim na dotacje oraz stworzenie mechanizmów ułatwiających księgarzom utrzymywanie szerokich ofert wydawniczych. Subsydia rządowe trafiają bezpośrednio do księgarni, ale także do małych wydawnictw i bibliotek, które uzyskane w ten sposób fundusze przeznaczają na zakupy nowych pozycji w księgarniach. W Finlandii wszystkie zainteresowane punkty sprzedaży mogą za darmo zmówić u wydawcy jeden egzemplarz nowowydanej książki, który pozostaje własnością wydawnictwa. Księgarz może jednak sprzedać tę książkę, pod warunkiem, że niezwłocznie zakupi u wydawcy kolejny egzemplarz. Dzięki temu księgarze nie ponoszą ryzyka przy zamawianiu wolniej rotujących książek. Jednakże mimo rozbudowanych systemów dotacji liczba księgarń w krajach skandynawskich stale spada (w Finlandii w 2005 roku wynosiła niecałe 400 punktów)9, przede wszystkim na rzecz platform internetowych oraz e-book’ów.
  4. NORWEGIA, choć boryka się z tymi samymi problemami co Finlandia i Szwecja, stosuje system stałych cen, jednak w wersji daleko odbiegającej od systemu francuskiego. Przyjęte w 2005 roku porozumienie branżowe wprowadziło w Norwegii system hybrydowy. Zgodnie z nim wydawcy mogą ustalać stałe ceny, jednakże obowiązują one jedynie do 30 kwietnia w roku następującym po premierze. Dodatkowo, dystrybutorzy są uprawnieni do stosowania rabatów, jednak nie mogą one przekroczyć 12,5% ceny okładkowej. Nowe porozumienie nie wpłynęło na występujący od początku XXI wieku trend szybkiego wzrostu cen książek. Jednak, na skutek stosowania przez księgarnie rabatów, zmienił się postrzegany przez czytelników poziom cen, które obecnie uznawane są za akceptowalne, co przyczyniło się do kilkuprocentowego wzrostu poziomu czytelnictwa. Dodatkowo stosowanie promocji przez księgarnie poskutkowało przyciągnięciem do nich nowych klientów10.

Podsumowując, skutki jakie niesie ze sobą system stałych cen, mimo iż obowiązuje on w wielu krajach, nie są jednoznaczne. Z pewnością jego wprowadzenie przyczyni się do poprawy sytuacji tradycyjnych księgarni na skutek ukrócenia „wojny rabatowej” i zwiększenia ich konkurencyjności względem supermarketów, ogólnokrajowych sieci i księgarni internetowych. Wpływ nowych regulacji na różnorodność oferty wydawniczej jest trudny do określenia i w dużej mierze zależy od reakcji wydawnictw. Największe ryzyko wiąże się z możliwością wzrostu cen książek, co z kolei przełoży się na spadek poziomu czytelnictwa.

Nie ulega jednak wątpliwości, że podjęcie stanowczych działań w celu poprawy stanu czytelnictwa jest konieczne. Zaledwie 4% Polaków czyta co najmniej jedną książkę miesięcznie11, co jest wynikiem zatrważającym i w dłuższej perspektywie może doprowadzić do powstawania w Polsce społeczeństwa wtórnych analfabetów. Warto też, aby państwo aktywnie wspierało wydawanie literatury ambitnej oraz promowało młodych polskich autorów. Być może najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie systemu hybrydowego, za wzór norweski, co zmniejszyłoby ryzyko wzrostu cen książek. Takie kompromisowe rozwiązanie nie wywoła na rynku tak wielkiego wstrząsu i pozwoli dokonać po kilku latach oceny, czy obrany kierunek jest właściwy. Najważniejsze jednak, że propozycja Ministerstwa Kultury stała się przyczynkiem do dyskusji na temat polskiego rynku książki oraz występujących na nim problemów.

BIBLIOGRAFIA

  1. Dobrołęcki, P. Rynek książki w Polsce 2015. (2016).
  2. Zygierewicz, A. Rynek książki w wybranych państwach. Anal. Biuro Anal. Sejm. 1, (2015).
  3. Slaatta, T. & Ronning, H. Regional and national structures in the publishing industry with particular reference to the nordic situation. J. Media Bus. Stud. 9, 101–122 (2012).
  4. Frankfurt Book Fair. Book Market in France. (2015).
  5. France24. French senators pass ‘anti-Amazon’ law to protect small retailers. (2014). Available at: http://www.france24.com/en/20140109-french-senators-pass-anti-amazon-law-protect-small-retailers. (Accessed: 13th January 2017)
  6. Fishwick, F. Book retailing in the UK since the abandonment of fixed prices. Selling (2008).
  7. Mance, H. Publishers call for UK antitrust inquiry into Amazon | Financial Times. (2014). Available at: https://www.ft.com/content/aaf23518-3f36-11e4-984b-00144feabdc0. (Accessed: 14th January 2017)
  8. The Publishers Association. The UK Book Industry in Statistics 2015. (2015).
  9. Stockmann, D., Bengtsson, N. & Repo, Y. The book trade in Finland. (2005).
  10. Løyland, K. & Ringstad, V. Fixed or free book prices: is a hybrid system superior? Int. J. Cult. Policy 18, 238–254 (2012).
  11. Michalak, D., Koryś, I. & Kopeć, J. Stan czytelnictwa w Polsce w 2015 roku. (2016).

Księgarnia kameralna, czyli jaka?

Księgarnia kameralna, czyli jaka?

Warunkiem istnienia sine qua non księgarni kameralnej jest księgarz, czyli osoba kochająca książki, czytająca je i potrafiąca doradzać gościom w wyborach literackich.

  1. Księgarnia kameralna nie musi być mała. Jej kameralność definiowana jest raczej przez kontakt księgarza z gościem – Czytelnikiem. W kameralnej księgarni mamy poczucie, że jesteśmy ważni i że księgarz ma dla nas czas i radością go nam poświęca.
  2. Księgarnię kameralną definiuje też jej oferta. Nie musi tu być wszystkiego, a na pewno nie musi być „hitów” i „bestsellerów”. Ważne, żeby pozycje, które stoją na półkach były wybrane przez księgarza z namysłem i wizją.
  3. Księgarnia kameralna powinna też spełniać rolę instytucji kultury, a nie tylko punktu handlowego. Spotkania, warsztaty czy inne formy zapraszania do siebie Czytelników nie tylko uatrakcyjniają jej ofertę, ale przede wszystkim przyczyniają się do wzbogacania oferty kulturalnej miasta lub miejscowości w której działa księgarnia i, w co gorąco wierzymy, do odradzania się czytelnictwa w Polsce.

Księgarnia kameralna jest nazywana też: niezależną, autorską, niesieciową, małą czy po prostu (w odróżnieniu do sieci salonów sprzedaży) KSIĘGARNIĄ.

Ustawa o jednolitej cenie książki

Ustawa o jednolitej cenie książki

Dziś w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydarzyła się rzecz zupełnie niesłychana. Wszyscy zgromadzeni na sali stanęli murem za księgarzami i kameralnymi księgarniami. Wszystko za sprawą debaty na temat Ustawy o jednolitej cenie książki.

Co w praktyce oznacza „jednolita cena książki”? A to, że przez 12 miesięcy od premiery NIKT nie może sprzedawać książki poniżej ceny okładkowej. Ustawa dopuszcza maksymalne rabaty do 5% (niestety niejasne jest dla mnie po dzisiejszym spotkaniu w jakich przypadkach – postaram się dopytać). 20% taniej będzie można kupić książki na Targach Książki i tylko tam. 

Wprowadzenie jej ma na celu zakończenie wojny rabatowej i ukrócenie nieetycznych praktyk dużych sieci ograniczających dostęp do książek innym podmiotom niż one same (książka na tydzień lub dwa na wyłączność w jednej sieci). Z drugiej strony ma zapewnić małym wydawnictwom miejsce na rynku książki, a kameralnym księgarniom możliwość sprzedaży książek na tych samych zasadach, co w dużych sieciach. Moim zdaniem warto o tym rozmawiać.

Biblioróżnorodność to słowo, które dziś pojawiło się wiele razy w kontekście przyszłości polskiego rynku książki. Co ono oznacza? A to, że na czytelnika ma WYBÓR, co chce czytać i co chce kupować. Bo jeśli upadną księgarnie, upadną niszowe wydawnictwa. Jeśli upadną niszowe wydawnictwa, to będziemy skazani na ofertę supermarketów i sklepów z książkami, gdzie króluje literatura popularna. Proszę nie zrozumieć mnie źle: ja bardzo lubię literaturę popularną i uważam, że jest ważna w promocji czytelnictwa. Nie chciałabym jednak być skazana tylko na nią do końca życia.

Walka o jak najniższe ceny książek wpływa też znacząco na ich jakość: przykładem są książki dla dzieci sprzedawane w supermarketach, które straszą nie tylko paskudnymi ilustracjami, ale też niskim poziomem tekstu i, o zgrozo!, błędami ortograficznymi (nikt nie zapłaci redaktorowi czy korektorowi skoro książka ma kosztować w sprzedaży 10 pln. Zwyczajnie mu się to nie kalkuluje). Te książki są drukowane w Chinach, bo taniej (traci na tym polska gospodarka) i nikt nie dba o ich wartość edukacyjną czy piękno języka. Wartością podstawową jest zysk ze sprzedaży.

Największą troską osób, które krytykują ustawę jest to, że książki zdrożeją. Wcale nie musi tak jednak być. Teraz każdy wydawca na etapie planowania ceny książki musi uwzględnić nawet 60% rabat, którego musi udzielić dystrybutorowi, aby ten chciał z nim w ogóle rozmawiać. To sztucznie zawyża „okładkową” cenę książki. Oczywiście nikt nie jest wyrocznią i nie powie ze 100% pewnością co się wydarzy akurat na naszym rynku, ale większość przykładów z Europy jest pozytywnych. Pamiętajmy o tym.

Poza tym nie pozwólmy, żeby cena była najważniejszym kryterium wyboru książki! Rzadko który „konsument” zdaje sobie sprawę z tego, ile osób pracuje przy jej wydawaniu. Jest autor, redaktor, korektor, grafik, drukarz, wydawca, ilustrator czasem osoba od promocji (chociaż w Polsce niestety tylko w dużych wydawnictwach)…Wszystkim im trzeba zapłacić. Absurdem jest sytuacja, którą mamy na rynku kiedy to na książce najwięcej zarabia nie jej autor, wydawca czy księgarz, a dystrybutor. Co będzie on dystrybuował, jak wykończy resztę łańcucha? Przypadki takie jak empik, gdzie w jednych rękach jest wydawnictwo, hurtownia książki i sieć sprzedaży skutecznie mogą zarżnąć to, co jeszcze zostało z rynku w Polsce. To wszystko sprawia, że warto zastanowić się nad regulacjami prawnymi.

Ustawa o jednolitej cenie książki wzbudza ogromne emocje. Czytelnicy boją się wzrostu cen, dominacji dużych sieci i chaosu na rynku wydawniczym. To normalne, że ludzie kupujący książki chcieliby je kupować za bezcen. Jednak w przypadku dalszego postępowania wojny rabatowej i walki „na bestsellery”, które prowadzą duże sieci sprzedażowe (zarówno stacjonarne jak i internetowe) polski rynek książki ulegnie skarleniu, a wyrobieni czytacze stracą dostęp do książek spoza oferty „top ten”. Jasne, że ważne żeby ludzie czytali, bo poziom czytelnictwa jest zatrważający. Ale w krajach w których działa ustawa czytelnictwo ma się znacznie lepiej niż u nas, więc może nie tu jest pies pogrzebany.

Ja wiem jedno: warto pomyśleć już teraz o działaniu, które zapobiegnie znikaniu księgarń i małych wydawnictw. I warto rozmawiać i rozwiewać wątpliwości i strachy, bo może na końcu uda się wypracować coś, co faktycznie będzie miało sens.

Zapraszam was do dyskusji!

Dla tych, którzy chcą zgłębić temat przeklejam poniżej argumenty ZA ustawą, które przygotowała Polska Izba Książki – autor jej treści.

1. Dzięki proponowanej regulacji wydawca ma suwerenne, niezależne i autonomiczne prawo do ustalenia cen detalicznych książek przez określony czas. Regulacja taka funkcjonuje w wielu krajach Europy, a także poza nią (np. w Japonii, Korei Południowej czy Meksyku). Warto dodać, że kraje, jak Niemcy, Francja czy Włochy, które posiadają największe rynki wydawniczo-księgarskie i wysoki rozwój narodowego piśmiennictwa stosują podobne rozwiązania ustawowe od dawna. Wielka Brytania, która zrezygnowała z Net Book Agreement w 1995r. na skutek silnego lobby ze strony dominujących sieci księgarni, ma obecnie rynek zdominowany przez globalnego gracza – firmę AMAZON, posiadającą ponad 60% udział w rynku (85% w rynku książek elektronicznych), zaś księgarnie niezależne zostały znacząco osłabione (zmniejszenie liczby o 40%) i w dużym stopniu wyeliminowane z rynku.

2. Ustawa znana jako Prawo Langa, została wprowadzona we Francji z powodzeniem w roku 1981. W Niemczech regulacja ma ponad 150 letnią tradycję, a jako ustawa funkcjonuje od 2002 r. Wszyscy przedstawiciele rynku w tych krajach – począwszy od autorów, niezależnych księgarni i małych wydawnictw, a skończywszy na dużych podmiotach na rynku – są za utrzymaniem regulacji jednolitej ceny książki. Co więcej, wraz ze zmianą rynku książki ustawa podlega dostosowaniu np. tak się stało w wypadku pojawienia się publikacji elektronicznych. Warte podkreślenia jest też to, że Prawo Langa we Francji, jak też i ustawy o książce w większości pozostałych państw uchwalane były przez parlamenty w sposób jednomyślny, ponad podziałami partyjnymi.

3. Ustawa o jednolitej cenie książki to nie tylko regulacja w sprawie czasowego obowiązywania jednolitej ceny książki niezależnie od miejsca jej sprzedaży. Zawiera ona także postanowienia w sprawie ulg przy zakupach dla określonych podmiotów, w tym bibliotek a także zobowiązanie księgarzy do bezpłatnego dostarczania czytelnikowi publikacji, których czasowo nie mają w swoich zasobach. To bardzo ważne korzyści dla czytelników.

4. Proponowane rozwiązanie nie wiąże się z jakimikolwiek obciążeniami dla budżetu państwa. Nie ma podmiotów pokrzywdzonych tą ustawą. Są przede wszystkim beneficjenci – autorzy, wydawcy, księgarze, dystrybutorzy i nade wszystko czytelnicy, ponieważ dostaną większy wybór książek i więcej miejsc, gdzie będą one dostępne. Utrzymanie ceny detalicznej w okresie ochronnym pozwoli na wydawanie książek, które mają wąski krąg odbiorców, a w związku z tym mniejsze szanse rynkowe, zaś stanowią o rozwoju wartościowego i jakościowego piśmiennictwa. Jest też szansa na niższą cenę, gdyż efektywniejszy system sprzedaży zmniejsza koszty wydawców.

5. Brak ustawy skutkuje wojnami cenowymi na rynku książki, które mają fatalne skutki dla wszystkich. Walka ceną może sugerować konsumentom, że książki są albo niepełnowartościowe, albo ich ceny sztucznie zawyżone. Natychmiastowe przeceny nowości wydawniczych (o 20%-30% ceny wyjściowej) to obniżanie należnego honorarium autora i wpływów wydawcy czy księgarza. Wydawca ma obecnie do wyboru: albo ulec presji wojny cenowej i udzielić dodatkowego rabatu, podnosząc odpowiednio cenę detaliczną książki, zaprzestać współpracy z daną siecią, albo też przestać wydawać bardziej jakościowe i ambitne, a tym samym kosztowniejsze książki. Wszystkie te czynniki szkodzą czytelnikowi, który nie zdaje sobie sprawy, ile doskonałych książek nigdy nie ukaże się w Polsce z powodu braku skutecznych uregulowań na rynku.

6. Główny argument przeciwników ustawy sprowadza się do tezy, że po jej uchwaleniu ceny książki wzrosną. Doświadczenie krajów, w który od lat obowiązują podobne regulacje nie potwierdzają takich obaw. Ostatnie badania we Włoszech wskazują na spadek cen w związku z obowiązującą regulacją. Obniżki cen książek udało się uzyskać także w innych krajach, jak Francja czy Niemcy. Także w Polsce należy oczekiwać spadku cen. Obecnie katalogowe ceny detaliczne książek są sztucznie zawyżane, by już od pierwszego dnia na rynku można było dać na nią znaczący upust cenowy. Ustawa nie zabrania obniżek cenowych bezterminowo – po okresie ochronnym jest pełna dowolność w tym zakresie.

7. Dalsze wojny cenowe, wejście globalnych graczy np. Amazona to nieuchronny upadek księgarń, których rola kulturowa jest nie do przecenienia, to utrata miejsc pracy i realna groźba postępującej zapaści cywilizacyjnej. Już w tej chwili czytelnictwo w Polsce należy do najniższych w Europie i jest wielokrotnie niższe od średniej europejskiej. Polska to także jeden z najmniejszych rynków pod względem wartości sprzedaży, z zaledwie 2,7 mld zł obrotów, zbliżony wielkością do Czech z 10 mln populacją. Mamy czego się wstydzić.

8. Pisarze w Polsce, poza nieliczną grupą bestsellerowych autorów, skazani są na niepewne wpływy ze swojej twórczości. Bo jakże mogą opierać swoją egzystencję na własnej twórczości w sytuacji, gdy wydawca nie może zagwarantować odpowiedniego wpływu ze sprzedaży ich książek, albo wręcz zastanawia się, czy warto w ogóle ponosić spore ryzyko wydawania jakościowej i ambitnej literatury? Dla wielu pisarzy i mniejszych wydawców wydawanie książek jest z konieczności działalnością dodatkową, bo nie są w stanie z jednego rodzaju działalności zaspokoić potrzeb życiowych. Czy w takiej rzeczywistości polska literatura i myśl intelektualna ma szansę się rozwijać?

9. Mówimy cały czas o książce, której należy się trochę inne traktowanie niż pozostałych codziennych dóbr, z uwagi na jej szczególny wkład w rozwój intelektualny społeczeństwa. Książka jest dobrem kultury, stanowi wyjątkową wartość dla kulturalnej i edukacyjnej kondycji naszego społeczeństwa, może – i powinna – być wykorzystywana zarówno w indywidualnym, jak i zbiorowym kształceniu.

10. Bez wprowadzenia ustawy grozi nam wcale nieodległa wizja, w której nie będą istnieć już księgarnie niezależne, duże sieci doprowadzą się wojnami cenowymi do wzajemnego wyniszczenia, a sprzedaż odbywa się wyłącznie przez Internet. To jest apokaliptyczna, ale bardzo realna wizja, która będzie efektem fali nieuchronnych bankructw. A te już się powoli zaczynają…

A dla hardkorowców, którzy chcą NAPRAWDĘ wiedzieć co i jak: pełną treść ustawy możecie przeczytać TU

Wywiad: Aldona Mackiewicz

8181cbd90df5a1571a01396c2c96d8d0_xl
fot. Sławomir Jędrzejewski od http://www.toronto-magazyn.pl

Aldona Mackiewicz z Toruńskiego Antykwariatu Księgarskiego. Zainicjowała powstanie Toruńskiego Kolektywu Księgarzy Kameralnych.

Co jest dla Ciebie ważne w idei księgarń kameralnych?

W idei księgarń kameralnych najważniejsze jest dla mnie poczucie wspólnoty, świadomość, że jest nas więcej, dużo.  Jeszcze dwa lata temu myślałam o swojej ksiegarni jak o samotnym okręcie, który pokonuje większe i mniejsze fale oceanu, a inne księgarnie i antykwariaty są daleko i nie wiedzą o moim istnieniu. Dziś wiem, że nas, małych księgarzy kameralnych jest wielu, że mając te same problemy możemy wspólnie próbować je pokonać, a nasza praca, którą na co dzień wykonujemy  pomnożona przez liczbę księgarń może mieć większy zasięg, silniej zadziałać i wywołać większy efekt.

Od jak dawna pracujesz w księgarni?

Pierwsza zarobkowa praca w antykwariacie mojego ojca to były wakacje w 1996 roku, miałam wtedy 14 lat. Dostawałam 1 zł dziennie, praca polegała na układaniu książek alfabetycznie według autorów na półkach z prozą, wyrównywaniu grzbietów książek na półkach, zamiataniu schodów, roznoszeniu nowych nabytków do właściwych działów, załatwianiu spraw w mieście. Od tamtej pory co roku w wakacje pracowałam u ojca, po jego śmierci w 2002 roku antykwariat prowadziła moja mama, a ja pomagałam, a od 2008 roku antykwariat prowadzę ja, a moja mama mi pomaga.

Co dla Ciebie oznacza bycie księgarką?

Bycie księgarką oznacza dla mnie, że książka to praca moich rąk. Nie mogę powiedzieć, że książka to dla mnie to samo, co chleb dla piekarza, bo piekarz swój chleb tworzy, a ja książki kupuję od dostawców. Ale mam ich w rękach codziennie setki, znam je, wiem jaką mają wartość i mam z nimi jakiś rodzaj więzi, np. uśmiecham się do nich, rozmawiam. Są też takie wypracowane latami praktyki niuanse, np. znam numery ISBN najznamienitszych wydawców (01-PWN, 02-WSiP, 06-PIW, 08-Wydawnictwo Literackie), potrafię ocenić wagę książki bez ważenia (w sprzedaży przez internet muszę podać masę każdej książki w gramach), potrafię budować z książek stosy biorąc pod uwagę ich format, grubość, tak żeby się nie zawaliły, a były możliwie najwyższe. Bycie księgarką to obycie z książkami, znajomość książkowego rzemiosła, świadomość, że rzadko kiedy trafi się na książkę zaskakującą, nieznaną, a jeśli tak się dzieje to jest dla księgarza jak odkrycie skarbu. I oczywiście MISJA.

Kiedy postanowiłaś stworzyć w Toruniu Kolektyw Księgarzy Kameralnych?

Decyzję podjęłam pod wpływem księgarskiego spirytusu, czyli spiritus movens Warszawskiego Kolektywu Księgarń Kameralnych – Anki Karczewskiej, którą poznałam dzięki Karolinie Krakowskiej – koleżance ze studiów na Polskiej Akademii Księgarstwa. Zadziało się to w maju 2016 roku na Warszawskich Targach Książki przy okazji wydarzenia targowego: „Instrukcja przetrwania dla księgarza: księgarnia jako centrum kultury lokalnej społeczności” – prezentacja i dyskusja”. Po powrocie z targów do Torunia myślałam o stworzeniu kolektywu, ale bałam się, nie wierzyłam w powodzenie takiej inicjatywy w dużo mniejszym od Warszawy mieście. W czerwcu przy okazji Imienin Jana Kochanowskiego organizowanych w stolicy rokrocznie przez Bibliotekę Narodową spotkałam Ankę, która od razu spytała, czy kolektyw toruński już działa. Zostałam przez nią pozytywnie nakręcona. Myślę, że duży wpływ miały na to piękne okoliczności przyrody czerwcowej imprezy i pozytywne usposobienie księgarzy oraz antykwariuszy spotkanych tam tego dnia. Po powrocie do Torunia napisałam krótkie pismo wyjaśniająco-zachęcające, wydrukowałam je w kilkunastu kopiach, zaniosłam do księgarń, porozmawiałam z księgarkami i księgarzami i zaproponowałam spotkanie. Tak to się zaczęło.

Jaki był pierwszy odbiór tej inicjatywy?

Pierwszy odbiór w ogromnej większości był bardzo pozytywny, tylko pojedyncze księgarnie nastawione były (i są nadal) sceptycznie. Kilkoro księgarzy zwróciło uwagę, że były już podobne inicjatywy i nie przetrwały, ale chodziło w nich raczej o niedobijanie się nawzajem coraz większymi rabatami. Do naszego przedsięwzięcia pozytywnie odniosły się dwie lokalne stacje radiowe i jeden tytuł prasowy, w których pojawiły się materiały o naszej inicjatywie. Wśród mieszkańców Torunia i okolic zostaliśmy zauważeni i docenieni. Ze względu na ograniczone środki jakimi dysponują małe, niezależne księgarnie, nie mieliśmy możliwości wydrukowania plakatów, ulotek, wykupienia reklam w mediach. Udało się za to wyprodukować torby promujące czytelnictwo i zakładki informujące o nas. Zdajemy sobie sprawę, że docieramy do wąskiego ułamka społeczeństwa, czyli do tych kilku procent czytających regularnie i świadomych istnienia księgarni jako miejsca spotkania z książką. Liczymy, że zainteresują si.e nami władze miasta i wesprą nas w działaniach.

Jakie księgarnie dołączyły do Kolektywu?

Księgarnia Bookinista (ul. Konstytucji 3 Maja 10) – duża, osiedlowa księgarnia, w której oprócz książek sprzedaje się też artykuły papiernicze i gry

Księgarnia Centrum (ul. Chełmińska 4) – dość duża księgarnia w centrum toruńskiej starówki, która jako jedna z nielicznych ma bogatą ofertę książek naukowych.

Księgarnia U Jezuitów (ul. Piekary 24 z wejściem przez główne drzwi kościoła Jezuitów) – mała katolicka księgarnia usytuowana bezpośrednio przy Rynku Staromiejskim.

Księgarnia Atlas (ul. Szeroka 42 i Mickiewicza 78) – jedna placówka mieści się przy głównym deptaku Starówki, a druga jest jedyną księgarnią na Bydgoskim Przedmieściu – pięknej, pełnej zabytków dzielnicy sąsiadującej ze Starówką

Księgarnia Hobbit (ul. Szeroka 4) – to właściwie dwie księgarnie: dziecięca i „dorosła”, obie zawsze pełne dobrej literatury, w dorosłej części szczególny nacisk kładzie się na fantastykę

Księgarnia Books (ul. Sukiennicza 2) – to mała księgarnia specjalistyczna – lingwistyczna i szkolna, w której są również książki dla dzieci

Księgarnia Sztuki w Centrum Sztuki Współczesnej (ul. Wały gen Sikorskiego 13) – duża, świetnie zaopatrzona w książki i gadżety związane ze sztuką księgarnia, również z bogatym działem dziecięcym

Księgarnia Veritas (ul. Chełmińska 4) – mniejsza księgarnia specjalizująca się w książce religijnej z ciekawą ofertą dewocjonaliów

Cafe Bajarka (ul.  Kozacka 17-19) – dziecięca księgarnia, kawiarnia, miejsce zabaw, szeroka oferta książek dla dzieci i młodzieży w pięknym wnętrzu

Toruński Antykwariat Księgarski (ul. Wysoka 16) – malutki i jedyny w Toruniu antykwariat z książkami

Co do tej pory udało Wam się osiągnąć? Jak Wasza działalność wpływa na rynek księgarski w Toruniu?

Do tej pory odbyło się kilka spotkań dla księgarzy oraz dwa Toruńskie Weekendy Księgarń Kameralnych. Spotkania zaowocowały przede wszystkim naszym wzajemnym poznaniem się, porozumieniem i wyrażeniem chęci do wspólnego działania. To działanie ma pomóc nam w otwarciu się na klientów, czyli czytelników, mieszkańców Torunia i okolic, którzy nas odwiedzają regularnie. Szczególnie zależy nam też na tych, którzy do tej pory omijali księgarnie szerokim łukiem. Rynek księgarski w Toruniu jest i ma się dobrze, ale chcemy nasze księgarnie otworzyć jeszcze bardziej, pokazać na czym polega nasza praca, co możemy zaoferować, zaistnieć w świadomości mieszkańców jako część miasta, handlu, kultury. Naszą działalnością udało się zainteresować lokalne media, co w połączeniu z zapałem księgarzy pozwoliło zorganizować mniejsze i większe wydarzenia w ramach Weekendów. Naszym głównym osiągnięciem jest pokazanie roli książki, księgarni, księgarza, ale też wydawcy. To odbyło się dzięki mobilizacji pracowników księgarń, co samo w sobie jest również dużym osiągnięciem i tworzy sprzężenie zwrotne: chcąc promować książki, księgarstwo wśród czytelników musimy sami siebie  najpierw zagonić do ciężkiej pracy, a widząc efekty chce nam się robić jeszcze więcej.

Czy w Toruniu łatwo jest utrzymać księgarnię?

Myślę, że łatwo jest utrzymać księgarnię tym, którzy mają pomysł na swoją ofertę i chęć do działania. W Toruniu specjalizacja sprawdza się jako pomysł na sukces. Patrząc z daleka, prawie każda toruńska księgarnia to księgarnia ogólnoasortymentowa, więc można by spodziewać się dużej konkurencji i walki o klienta. Ale gdy przyjrzeć się bliżej, widać, że każda z księgarń ma swoją niszę, która przyciąga do niej klientów. Ta specjalizacja jest uwarunkowana osobowością właścicielki (bo w Toruniu większością księgarń zarządzają kobiety, właściciele-mężczyźni stanowią mniejszość), ale też pasją i zaangażowaniem pracowników. Trudniej pewnie jest utrzymać księgarnię, gdy jej ekipa jest zamknięta na wymianę myśli, nowe pomysły, edukację. Księgarstwo to moim zdaniem taki zawód, który pozwala łączyć pracę zarobkową z pasją, pod warunkiem, że zadowalamy się zarobkiem raczej niewielkim. Jeśli więc wystarcza nam na wszystkie opłaty związane z prowadzeniem księgarni, wynagrodzenia pracowników i zostaje coś na nasze wynagrodzenie, to możemy być dumni. Gdy do księgarni wpada klientka/klient w pośpiechu kupując książkę i na odchodne  rzuca: „Jak ja zazdroszczę pani takiej pracy!”, to z jednej strony myślimy, że nie wie co mówi. Bo przecież: mnóstwo pracy, na nic czasu, dźwiganie książek, zamartwianie się czy wystarczy  pieniędzy na faktury itd. Ale z drugiej strony uśmiechamy się i potwierdzamy: tak, to wymarzona praca: wciąż nowe książki, rozmowy o nich z klientami.  Klient w księgarni to przecież musi być ktoś lubiący książki, więc nie ma szans na brak porozumienia.

Jak ludzie reagują na organizowane przez Was wydarzenia? Czy przychodzą na nie stali bywalcy księgarń, czy również nowi goście?

Stali bywalcy stanowią większość, nowi goście to pojedyncze osoby, ale cieszy nas każda nowa osoba przyciągnięta do książek. Jak dotąd nasze wydarzenia udaje się promować w dwóch stacjach radiowych i jednym tytule prasowym, na druk większej ilości plakatów czy ulotek na razie nie możemy sobie pozwolić. Problemem jest też miejsce w sensie przestrzeni w księgarniach – większość księgarń to małe lokale, w których nie zmieści się więcej niż kilka osób. No ale przecież jeśli jesteśmy kameralnymi księgarniami, więc tłumy ludzi w księgarniach nie są naszym celem, wystarczą tłumki.

Jakie macie plany na przyszłość?

Najbliższa przyszłość to lutowe spotkanie organizacyjne i przygotowania do kwietniowego Weekendu Księgarń Kameralnych. Planujemy spotkania z toruńskimi autorami, wydawcami. Jako księgarnie kameralne chcemy dalej działać razem i rozwijać się.

 

To był dobry rok

To był dobry rok

W styczniu 2016 roku szumnie i optymistycznie ogłosiłam Rok Małych Księgarń. Okazało się, że takie rokowania mają dużą moc sprawczą. W tym roku bowiem wydarzyło się dla kameralnych księgarń dużo dobrego. Zaczęło się od powstania w Warszawie Kolektywu Księgarzy Kameralnych zrzeszającego pracowników 25 stołecznych księgarń, który na spotkaniach debatował, dyskutował i knuł aż wymyślił Warszawski Weekend Książki Kameralnej, a nieco później Warszawski Weekend Książki Niedorosłej (ale o tym za chwilę).

Spotkanie wyjątkowych ludzi i ich wyjątkowych energii otworzyło jakieś kosmiczne kapsle, bo już w marcu w Krakowie wystartował Festiwal Niezależnych Księgarni projekt Fundacji Kopernika realizowany w ramach miejskiego konkursu na działalność kulturalną w księgarniach pod patronatem Krakowa – Miasta Literatury UNESCO, który trwał od marca do końca roku i przyniósł wiele wspaniałych i ważnych wydarzeń m.in Warsztaty tworzenia książek obrazkowych, Spacer literacki szlakiem krakowskich księgarń, Noc Muzyki w księgarni muzycznej Kurant, Noc historii w księgarni Szafa Pełna Książek, Noc Młodych Poetów w księgarni Bona i świetne cykle spotkań: Sekrety księgarni i Księgarze dla Czytelników i bardzo dla mnie miłe spotkanie ze mną w De Revolutionibus, które poprowadził Marcin Wilk (dzięki!). Działanie Krakowa było niezwykle ważne, bo skierowało uwagę ludzi na księgarnie kameralne/niezależne/niesieciowe i udowodniło, że są one znakomitą przestrzenią do prowadzenia działań kulturalnych.

Tym samym tropem: księgarni jako instytucji kultury poszli odważni księgarze z warszawskiego Kolektywu realizując we współpracy z Biurem Kultury Miasta Stołecznego Warszawa na początku czerwca Warszawski Weekend Księgarń Kameralnych. W czasie dwóch dni w 25 księgarniach odbyło się ponad 50 wydarzeń: spotkania z pisarzami i twórcami ilustracji (Anną Dziewit – Meller, Dorotą Sumińską, Martą Kijańską, Olą Cieślak, Grażką Lange, Jakubem Żulczykiem, Zygmuntem Miłoszewskim, Jackiem Hugo-Baderem, Janem Bajtlikiem i Antonim Liberą), kameralny koncert trio Marcina Świetlickiego „Najprzyjemniejsi”, aukcja obrazków „Bohater” Małgorzaty Halber, youtube party Łukaszem Orbitowskim, gawęda literacka z Witem Szostakiem, warsztaty z marmoryzowania papieru, wycieczki piesze i rowerowe, odsłonięcie neonu, gra miejska dla dzieci, speed dating z artystami czy wieczorna impreza taneczna. Ważne, że z okazji święta księgarń informacje o nich pojawiły się w mediach tradycyjnych i społecznościowych w niespodziewanym natężeniu, a księgarze zagościli na kilka minut nawet w telewizji śniadaniowej.

Podczas Warszawskich Targów Książki odbyły się dwa spotkania poświęcone księgarstwu: spotkanie z udziałem mi.in Karoliny Krakowskiej z Księgarni na Tłomackiem zorganizowane przez Polską Izbę Książki „Instrukcja przetrwania dla księgarza: księgarnia jako centrum kultury lokalnej społeczności” i debata o kameralnych księgarniach prowadzona przez Romana Kurkiewicza w której udział wzięli m.in Jakub Bułat z warszawskiego Tarabuka i Pio Kaliński z krakowskiego Lokatora. Tam też narodził się pomysł przeszczepienia Kolektywu Księgarzy Kameralnych na toruński grunt, co z kolei zaowocowało zorganizowaniem w listopadzie Toruńskiego Weekendu Księgarń Kameralnych. W tym samym czasie w Warszawie dział się Warszawski Weekend Książki Niedorosłej zorganizowany przez Kolektyw we współpracy z Polską Sekcją IBBY. Sami widzicie – księgarnie stały się ważne i fajne i nawet jeśli na razie wyłącznie w wąskim gronie czytaczy i kupowaczy książek to i tak księżycowy krok do przodu.

Poza tym wydarzyło się jeszcze kilka cudownych rzeczy: Filip Springer napisał o Czerwonym Atramencie z Płocka w swoim „Miasto Archipelag”, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło pilotażowy program grantowy dla księgarń, który może w przyszłym roku zaowocować wysypem nowych inicjatyw księgarskich, a w TVP2 w programie „Myślnik” pojawiła się piękna choć krótka rozmowa z naszymi ulubionymi sopockimi księgarzami z Książka dla Ciebie. Księgarska inicjatywa została też doceniona w konkursie piarowym: Warszawski Weekend Księgarń Kameralnych został wyróżniony przez jury Brązowym Spinaczem w kategorii Event Społeczny Roku. Na portalu O.pl pojawiły się dwa długaśne wywiady Oli Bartelskiej z Zofią Szpojankowską z Księgarni Warszawskiej  i rodziną Bułatów z warszawskiego Tarabuka. Wszystko to cieszy księgarskie serca!

Wiem, że to początek drogi i że wiele, wiele jeszcze musimy zrobić, żeby ludzie faktycznie zaczęli kupować książki kameralnie. Potrzebne jest wsparcie rządu i samorządów, aktywność oddolna samych księgarzy i pomoc mediów w promocji tych działań, ale gorąco wierzę, że i rok 2017 będzie Rokiem Małych Księgarń. Bądźcie z nami!

Szczęśliwego Nowego Roku!

Zawód: księgarz

Zawód: księgarz

Dziś Dzień Księgarza. Święto piękne i zapomniane tak, jak sam zawód. Mało się o księgarzach mówi, niewiele się im płaci, nie do końca się wie, po co w ogóle istnieją. A czasem (o zgrozo!) myli się księgarza ze sprzedawcą ze sklepu wielobranżowego i zaleca mu niekompetencję. Tymczasem księgarz jest sercem i warunkiem sine qua non istnienia księgarni. Spotkanie z nim to początek przygody z literaturą. Księgarz wie, co ma na półce, bo starannie to dla swoich gości wybrał, wie jakie nowości się pojawiają, kto dostał nagrodę i o czyjej książce ostatnio mówili w telewizji. Ma też zdolności dedukcyjne: szukanie książek po kolorze okładki i strzępku tytułu oraz terapeutyczne: księgarz, jak barman – wszystkiego wysłucha (pozdrawiam księgarki Ulę i Karolinę ;)) i pomoże w ciężkich chwilach.

Księgarz jest przewodnikiem po świecie literatury: doradza, odradza, zamawia, odkłada pod ladę. Podsuwa kolejne pozycje, które prowadzą czytelnika przez rozległe światy literackie. Jaki to cudowny zawód! Jaka wielka funkcja społeczna! Usta księgarza są najlepszym medium do promowania czytelnictwa. Żadne recenzja, żaden podcast nie ma takiej siły przekonywania, jak żywy księgarz w prawdziwej księgarni. Kto to docenia?

Na zachodzie (bez zmian) nawet przemysł filmowy wie, jak uroczym może być księgarz/księgarka i bezwstydnie każe nam się co krok w nich zakochiwać (galeria poniżej daje tego zjawiska podgląd). W Polsce mainstream o nich milczy, a Czytelnik najchętniej księgarza zastępuje wyszukiwarką w internecie albo metalowym koszem w supermarkecie. Jakże to mało romantyczne! Jakie mało subtelne! Wyobraźcie sobie fabułę filmu, w którym chłopak wpisuje w wyszukiwarkę: „jak uciec przed łobuzami” i w zamian otrzymuje komunikat: „jest taka książka, ale nie zdradzę ci tytułu, bo nie jest dla ciebie”. Ooo, albo że seksowny mariachi wpada do kosza z przecenami, który opatruje mu rany, a potem uprawia z nim miłość w świetle świec. To się nie trzyma kupy prawda?

Księgarze to wspaniali ludzie. Pełni pasji i wiary w moc literatury. Ja pośród nich odnalazłam przyjaciół, inspiracje i sens swojej pracy. Wy też na pewno znajdziecie coś bardzo ważnego. Dajcie sobie tylko szansę!

Biedronka mecenasem literatury

„Mimo rozmaitych akcji społecznych czy oddolnych działań bibliotek i klubów książki, mających na celu popularyzację czytelnictwa, może okazać się, że wszystkie z tych działań są kroplą w morzu w porównaniu z tym, co robi… Biedronka.” – tak rozpoczyna się tekst na poczytnym blogu Niestatystyczny.pl, który ma rzeszę fanów i podobno skupia miłośników książek. Oh wait! Miłośników, czy to na pewno dobre słowo?

Dla mnie, jeśli kocha się książki powinno się pamiętać o ich twórcach i o tym, ilu dobrych pisarzy nie ma szans zaistnieć na rynku, ile dobrych wydawnictw i księgarń upada, ilu redaktorów i korektorów dostaje za swoją ciężką pracę psie pieniądze, bo „miłośnicy” książek kupują je w supermarkecie za 9,90 pln. Książce należy się szacunek. Jej twórcom też. Inaczej za kilka lat na rynku będziemy mieli wyłącznie książki słabo napisane, słabo wydane i źle zredagowane.

Przekonywanie Polaków do tego, że książki powinno się kupować w księgarniach przypomina przysłowiowe „kopanie się z koniem”. Najważniejsze bowiem nie jest to, żeby książka była dobra, traktowana z szacunkiem i żeby pisarz, wydawca, redaktor etc. dostał wynagrodzenie za swoją pracę. Nie! Ważne, żeby książka była TANIA. Tymczasem książki okładkowo kosztują najczęściej 39,90, a to tyle co:

  • duża pizza (czas używania ok. 40 minut + to ile potem zalega w biodrach i brzuchach)
  • dwa bilety do kina w tygodniu (czas używania ok. 140 minut)
  • bluzka basic z sieciówki (czas używania ok. 2 miesiące)
  • 4 piwa/wina w barze (czas używania ok. 4 godzin + dzień później nieprzyjemności)
  • trzy paczki papierosów (indywidualnie w czasie, zawsze niezdrowo w płucach)
  • jednorazowe wejście na fitness (czas używania ok. godziny)

 I to jest cena, która pozawala żyć całemu łańcuchowi wydawniczemu. Wszystkie -20% -40% czy 9,90 pln to ceny, które zaburzają tę równowagę i powodują, że wydawanie książek staje się nie tylko nieopłacalne, co zwyczajnie niemożliwe. Pamiętajmy więc, że za każdym razem kiedy „upolujemy” nową książkę za pół ceny przyczyniamy się do upadku kolejnych podmiotów i do psucia standardów wydawniczych.

Kiedy piszę o tym w komentarzach, wpisach lub mówię w dyskusjach słyszę zarzut „snobizmu” i wiecie co? A niech i tak będzie! W takim wypadku wolę być snobem, bo może przez taki snobizm dobry pisarz nie będzie musiał zarabiać na życie robiąc z siebie idiotę w telewizji, wydawnictwa będą miały odwagę i kasę, żeby wydawać ważne książki, a księgarniane półki będą uginały się pod ciężarem dobrej literatury. Więc apeluję:

Bądźcie snobami! Kupujcie Książki Kameralnie 😉